Trwa dyskusja nad zmianami w wynagrodzeniach i czasie prac lekarzy. Co zmieni się na rynku, gdy zasady te wejdą w życie? Czy można stworzyć taki system wynagradzania, który byłby atrakcyjny dla lekarzy, możliwy do udźwignięcia dla systemu i bezpieczny dla pacjentów? Za co chcemy płacić lekarzom – za obecność, liczbę godzin, jakość czy efekty leczenia?
Nad tymi zagadnieniami zastanawiali się uczestnicy panelu dyskusyjnego pt. „Płacić więcej czy płacić mądrzej? Jak wynagradzać medyków?”, który odbył się w ramach Forum Ochrony Zdrowia, będącego częścią XXXV Forum Ekonomicznego.
W panelu wzięli udział – Andrzej Mądrala, Centrum Medyczne Mavit jako prowadzący, Tomasz Kopiec SP Klinicznym im Orłowskiego CMKP, Jacek Krajewski, Dolnośląski Związek Lekarzy Rodzinnych – Pracodawców, Magdalena Dzierwa Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Jakub Szulc, Narodowy Fundusz Zdrowia, Katarzyna Fortak-Karasińska, OSSP, Piotr Pisula, rzecznik prasowy Naczelna Izba Lekarska oraz Łukasz Sosnowski, Ministerstwo Zdrowia.
Koniec „podkradania” lekarzy
Łukasz Sosnowski stwierdził, że zmiany w wynagrodzeniach to część zmian, które dotyczą także wymiaru czasu pracy i obejmują kompleksowe rozwiązania i szerszą perspektywę.
– Chcemy doprowadzić do sytuacji, gdy liczba miejsc pracy lekarzy będzie ograniczona. Na etacie lekarz będzie mógł zarabiać maksymalnie 240 zł na godzinę, a maksymalny pułap miesięczny wyniesie 76 tys. zł. Ma to na celu zapobieganiu sytuacji, gdy poszczególne placówki wzajemnie „podkradają” sobie lekarzy, oferując im niebotyczne pensje. Dajemy podstawy prawne, które spowodują, że zarządzający placówkami będą mogli działać na jednolitych zasadach – mówił.
– Kto straci a kto zyska na tych zasadach – zależy to główne od lokalnego rynku pracy lekarza, od szpitali i ich właścicieli. Oczywiście, wprowadzamy także „wentyl bezpieczeństwa”, czyli możliwość wydania przez NFZ zgody na przekroczenie tych zasad, gdy będzie to uzasadnione szczególną potrzebą. Słuchamy także głosów dotyczących przepisów przejściowych, zawartych w tym projekcie, których będzie wiele – dodał.
Patologie spowodował brak kontroli NFZ
Zastrzeżenia odnośnie nowych przepisów wyraził Piotr Pisula.
– Uważamy, że najpierw powinny powstać mapy potrzeb zdrowotnych, a potem powinna być wprowadzana reforma, a obecnie brakuje analizy odnośnie skutków ustawy. Patologie wynikają z braku kontroli ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia – mówił i dodał, że nowe przepisy zostały uznane za niekorzystne także przez zarządzających szpitalami, którzy boją się o swoje placówki.
– Odroczenie wejścia w życie przepisów o 12 miesięcy oznacza, że wejdą one w życie po wyborach, co oznacza, że jest to tylko propozycja, która ma dobrze wyglądać – stwierdził Pisula.
Wyjaśnił też, że przy obowiązkowym limicie 80 godzin lekarz, który przyjeżdża do małego miasta tylko na kilka godzin, zrezygnuje z tego miejsca lub otworzy tam prywatny gabinet. Przepisy te mogą spowodować migracje lekarzy do dużych miast lub ich przejście do systemu prywatnego, który zaoferuje stawkę wyższą niż 240 zł za godzinę.
Lekarze walizkowi już nie przyjadą
Stwierdził, że tzw. lekarze walizkowi, tak mówi się o specjalistach pojawiających się w danym ośrodku w małym mieście na przykład 2 razy w tygodniu, to dla pacjentów z tego miasta szansa na dostęp do specjalisty. Gdy lekarz nie zdecyduje się na pracę na co najmniej pół etatu, stracą ten dostęp.
Pisula mówił też o tym, że gdy stawka będzie taka sama na przykład w przypadku oddziału ratunkowego działającego w dużym mieście, gdzie komfort pracy jest wyższy, gdyż jest dostęp do wielu specjalistów, niż w małym mieście, gdzie lekarz na SOR-ze jest często zdany tylko na siebie i praca bardziej stresująca, jego wybór będzie oczywisty. Wówczas zagrożone zostanie funkcjonowanie szpitali powiatowych.
Tomasz Kopiec zwrócił uwagę, że oprócz lekarzy szpitale zatrudniają także pozostały personel medyczny i niemedyczny i jeśli regulacje dotyczą jednej grupy, powinny objąć także pozostałe. Przypomniał, że były już próby reglamentowania wynagrodzeń (ustawy 313, 203, 110) i nie przyniosły efektów, a wręcz pogorszyły sytuację.
– Gdy w naszym szpitalu funkcjonował etatowy system wynagradzania, szpital ciągle się zadłużał, gdy wprowadziliśmy kontrakty, sytuacja się poprawiła. Wydaje się, że nie potrafimy wykorzystać potencjału kontraktu – mówił.
Cały system będzie przegrany
Według Jacka Krajewskiego przy wprowadzaniu nowych rozwiązań przegranym będzie cały system, gdyż jest określona liczba godzin do „obstawienia”, która obecnie zapewnia dostępność.
– Jeżeli chcemy ją zachować, potrzebne są kadry. Lekarze przejdą tam, gdzie będą mieli stałe etaty, a do nas przyjdą i zażądają 240 zł za godzinę, co jest nierealne. Jako POZ nie jesteśmy konkurencyjni i będziemy mieć problem tak jak z pielęgniarkami. Gdy wyliczono stawkę na POZ i płacę minimalną, wszyscy dostali więcej, tylko POZ dostał poniżej inflacji – mówił.
Za zagrożenie uznał także sprawozdawczość odnośnie nadmiernych danych, która spadnie na placówki.
– Ktoś, kto to wymyślił, nie żyje w realu naszych codziennych problemów. Najbardziej w wyniku nowych rozwiązań ucierpią pacjenci. Lekarz wybierze miejsce, w którym się czuje najlepiej, a na godziny w POZ nie będzie miał czasu. Część specjalistów odejdzie do sektora poza NFZ, część z uwagi na unikalne umiejętności, inni z uwagi na dobrze prosperujące praktyki. Gdy będzie problem z dostępnością, to będzie więcej wizyt odbywanych w krótszym czasie, gorsze zaopatrzenie pacjentów, tym samym większa ich migracja na SOR-y. Generalnie jest to nietrafione rozwiązanie – podsumował Krajewski.
Bliskość szpitala nie zawsze oznacza lepszą jakość świadczeń
Nie ma potrzeby przeliczać taryf
Magdalena Dzierwa z AOTMiT zapytana o to, czy zmiana systemu wynagradzania wpływa na taryfy świadczeń, stwierdziła, że samo wprowadzenie górnego limitu nie stanowi automatycznie przesłania aby przeliczyć taryfy świadczeń.
– Komponent osobowy jest jednym z elementów taryfy, ale całkowity koszt procedury obejmuje ich wiele, także koszty osobowe całego personelu medycznego i niemedycznego, koszty infrastruktury itd. Nie ma potrzeby obecnie przeliczać taryf, ponieważ od roku 2022 robimy dwa razy w roku ich analizy, taka baza pozwala nam dysponować dużą wiedzą o poszczególnych stawkach wynagrodzeń, posługujemy się wartościami referencyjnymi – wyjaśniała.
Dodała też, że nie wszystkie placówki przekazują Agencji dane, na przykład w przypadku POZ jest to tylko 11 procent.
Zapytana o dane lekarzy, powiązane z numerem PESEL, Dzierwa odpowiedziała, że skoro zmiany w tym zakresie jeszcze nie weszły w życie, nie znane są ich konsekwencje.
– Biznes szybko dostrzegł, że dobra informacja ma cenę, my tego w systemie ochrony zdrowia nie mamy, stąd brakuje kompleksowości. Dane mają powiązać wynagrodzenia z PESEL i PWZ, co pozwoli na analizę całkowitego kosztu zatrudnienia pracowników, także na analizy odnośnie luk pokoleniowych. Mamy różną sytuację na poszczególnych lokalnych rynkach pracy i różną dostępność kadr, będziemy mogli je analizować, gdy dane będą przekazane z podmiotów. Analizy będą wszechstronne, gdy dostaniemy je od dużej liczby świadczeniodawców. Już wysłaliśmy placówkom informacje o zbieraniu nowych danych – mówiła. Dodała też, że Agencja w ciągu ostatnich 3 lat wydała 600 taryf, we wszystkich obszarach.
240 zł to maksimum a nie norma
Jakub Szulc przypomniał, że przewidywane zmiany dotyczą wynagrodzeń nie tyko lekarzy, ale ogólnie profesjonalistów medycznych, a zawarta w projekcie przepisów stawka 240 zł za godzinę pracy to stawka maksymalna. Nie można stawiać znaku równości miedzy stawką minimalną i maksymalną i zakładać, że wszyscy dostaną najwyższą.
– Nie byliśmy w stanie na poziomie środowisk lekarskiego i zarządzających tego procesu ucywilizować, stad ograniczenia odnośnie stawki i czasu pracy lekarzy, a także swoboda umów na podwykonawstwo, których część już teraz trzeba by wypowiedzieć. Co do kontroli NFZ, to możemy kontrolować to, co widać, a nie szafą strefę, co zrodziło patologię którą wszyscy tolerowali mniej lub bardziej milcząco – stwierdził Szulc.
Dodał też, że skoro wszyscy są przeciwni zmianom to znaczy, że są one potrzebne, bo dotknęły czegoś co nie działało.
– Nie stać nas na rozwiązania, które utrzymywaliśmy. Wydając 6 procent PKB na ochronę zdrowia, mamy zarobki kilkakrotnie wyższe niż w innych krajach UE. Mówimy, że mamy za dużo lekarzy, a potem – że brakuje lekarzy i zgadzamy się na fikcję. Chcemy widzieć realne harmonogramy pracy lekarzy, a teraz słyszymy oburzenie, że ich żądamy. Jako NFZ nie mamy kompetencji, aby zamykać placówki, gdy nie spełniają wymogów, ale w każdym działaniu mamy kierować się tym, do czego jesteśmy powołani, a czasem musimy rozważać, czy zagrożony jest dostęp, czy jednak świadczeń jest tak mało, że lepiej zamknąć szpital, bo wpływa to negatywnie na ich jakość – dodał.
Katarzyna Fortak-Karasińska zauważyła, że sektor prywatny przeciwstawia się projektowi, gdyż boi się reglamentacji w kwestii sposobu organizacji pracy lekarzy. Projekt zawiera bowiem informację, że lekarz nie może pracować więcej niż na dwóch etatach, do czego wlicza się także gabinet prywatny, a gdy przekroczy dwa etaty, nie będzie mógł pracować w placówce oferujące świadczenia w ramach NFZ.
XXXV Forum Ekonomiczne odbywało się od 8 do 10 września 2026 w Karpaczu.
Publiczny i prywatny sektor ochrony zdrowia – jeden system czy dwa światy?
