Bliskość placówki medycznej nie zawsze jest równoznaczna z jakością oferowanych świadczeń. Szpital nie powinien być miejscem podstawowego leczenia i nie każdy powinien oferować wszystkie możliwe usługi. System może czerpać z dobrych wzorców, dostarczanych między innymi przez prywatne placówki – mówili uczestnicy panelu dyskusyjnego pt. „Jakość, cena czy bliskość – czego oczekujemy od systemu?”, który odbył się w ramach Forum Ochrony Zdrowia, będącego częścią XXXV Forum Ekonomicznego.
Dyskusję poprzedziła prezentacja przedstawiona przez Małgorzatę Lewandowską z SGH, dotyczącą odporności polskiego systemu ochrony zdrowia w warunkach transformacji cyfrowej i zielonej, która oznacza zdolność do przewidywania, przygotowania się, absorbowania i adaptacji wobec szerokiego zakresu wstrząsów przy zachowaniu ciągłości świadczeń zdrowotnych.
Niski poziom odporności systemu ochrony zdrowia
Sprawdzone były elementy dotyczące dostępności i ciągłości opieki, zielonej produktywności oraz odporności predykcyjnej, pod uwagę brano 27 państw UE. 16 wskaźników zgrupowanych było w 4 filarach takich jak – stabilność i zasoby operacyjne, dojrzałość cyfrowa, zrównoważenie środowiskowe oraz sprawność funkcjonowania. Pierwszy filar obejmował wydatki na zdrowie, zasoby kadrowe i sprzętowe oraz saldo handlu farmaceutykami, drugi – umiejętności cyfrowe obywateli, wyszukiwanie informacji zdrowotnych, odsetek dostępnych terapii oraz indeks e-administracji. Trzeci filar sprawdzał ślad klimatyczny ochrony zdrowia, wkład w wydatki klimatyczne, udział energii odnawialnej oraz zależność od importu energii, a czwarty – oczekiwaną długość życia w zdrowiu, umieralność niemowląt, powszechne pokrycie (UHC) oraz indeks bezpieczeństwa (GHS).
Indeks Polski otrzymany w wyniku analizy tych czynników wyniósł 0,346, co daje nam 22 miejsce na 27 krajów unijnych, oznacza więc niski poziom odporności. Najwyższą wartość uzyskała Szwecja – 0,732, Niemcy – 0,724, Słowenia – 0,487, najgorszy dotyczył Rumunii – 0,190.
W przypadku stabilności i zasobów operacyjnych liderem są Niemcy, a wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej – Słowenia. W zakresie dojrzałości cyfrowej przewodzi Dania, a liderem w CEE jest Estonia, natomiast w zakresie zrównoważenia środowiskowego prym wiedze Szwecja oraz wśród krajów CEE – Łotwa. Pod względem sprawności funkcjonowania systemu na pierwszym miejscu jest Finlandia, a wśród krajów CEE – ponowne Słowenia.
Polska najlepszą pozycję – 15 uzyskała w filarze – środowisko oraz 17 – w sprawności, natomiast w cyfryzacji – 23. W stabilności, podobnie jak w wyniku ogólnym, zajęliśmy 22 miejsce.
Wnioski z raportu mówią o niewystarczającym, niestabilnym finansowaniu, brakach kompetencji cyfrowych oraz niskim udziale OZE. Naszą mocną stroną jest sprawność, mimo ograniczeń zasobowych, co jest bardziej efektem adaptacji a nie systemowej odporności strukturalnej.

Szpital publiczny bez długów – to możliwe
Na temat odporności finansowej i funkcjonowania w trudnych warunkach ekonomicznych mówił Maciej Leszkowicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy, placówki, która miała 130 mln zł zadłużenia, głównie w instytucjach pozabankowych, a obecnie działa bez straty.
– Aby to zmienić, nie zaczęliśmy ciąć kosztów, ale zrobiliśmy audyt wewnętrzny, zdiagnozowaliśmy problemy szpitala, określiliśmy jego potencjał i zaczęliśmy wykonywać najbardziej potrzebne świadczenia. Rozwinęliśmy działalność, otworzyliśmy nowe oddziały, między innych chirurgię naczyniową. Wypowiedzieliśmy umowy z zewnętrznymi firmami, na przykład na diagnostykę obrazową. Pilnowaliśmy kosztów, wykorzystaliśmy potencjał ludzki, zarządzaliśmy odpowiednio przychodem i kosztami – mówił dyrektor Leszkowicz, który podkreślił także rolę podejmowania szybkich i odpowiedzialnych decyzji.
Stwierdził też, że model wypracowany w legnickim szpitalu niekoniecznie musi się sprawdzić w innych placówkach.
– Nie wszystkie szpitale powinny robić wszystko, są powiaty, w których mieszka 30 tysięcy osób, a w niewielkiej odległości od siebie działają dwa szpitale wykonujące te same usługi i często na ich oddziałach odbywa się bardzo mało zabiegów – mówił.
-Bliskość to nie jakość, są oddziały w których odbywa się 50-60 porodów rocznie i mimo to są utrzymywane. Inna sprawa, że pacjenci, którzy są koordynatorami swojego leczenia, trafiają do szpitala zamiast do poradni POZ lub do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, a tak nie powinno być – dodał.
Mnogość szpitali – zachłyśnięcie się samorządnością
Jakub Szulc, wiceprezes NFZ, przypomniał, że liczba łóżek szpitalnych i struktura lecznictwa szpitalnego w Polsce sięga jeszcze czasów sprzed roku 1999. Jako przyczynę blokowania zmian systemowych w tym zakresie wskazał tzw. zachłyśnięcie się samorządnością, w wyniku której podjęto pochopną decyzję o komunalizacji wszystkich szpitali, poza resortowymi oraz należącymi do uczelni medycznych, bez zabezpieczenia odpowiedniej bazy łóżkowej i bez zastanowienie się, jak będą się koordynować. Nie zadbano też o ścieżkę pacjenta w specjalnościach medycznych.
W rezultacie powstały szpitale podlegające powiatom, gminom i województwom. Szpitale powiatowe, które stanową większość wśród placówek samorządowych, stały się największym czynnikiem powiatotwórczym. Szpitale to często także najwięksi pracodawcy w powiecie, dlatego starostowie nie decydują się na ich likwidację, nawet gdy jest to ekonomicznie uzasadnione. Naciski w tym zakresie są także wywierane przez posłów, na których okręgi wyborcze składa się zwykle kilka powiatów.
– Było wiele prób wykonania zmian w strukturze szpitalnictwa, ostatnia z 2022 roku nie wyszła nawet poza prace rządu. Poprzednia, dotycząca sieci szpitali z roku 2017, miała wprowadzić podstawowe zabezpieczenie szpitalne i miała zmienić mapę podmiotów, ale w końcu do sieci weszły wszystkie szpitale, które dotychczas działały. Poza tym stała się dużo gorsza rzecz – straciliśmy sterowalność nad procesem kontraktowania. Obecnie, gdy szpital jest w sieci, posiada kadrę i sprzęt, musi w dalszym ciągu mieć kontrakt. Czyli państwo pozbyło się wpływu na kształt infrastruktury szpitalnej a potem jeszcze – na kontraktowanie świadczeń- mówił Jakub Szulc.
Czego można się nauczyć od sektora prywatnego
Paweł Walicki, członek zarządu Pracodawców dla Zdrowia, prezes zarząd Centrum Medycznego CMP, na pytanie czego publiczny system mógłby się nauczyć od prywatnego sektora, odpowiedział, że może się on rozwijać w oparciu o najlepsze wzorce, niezależnie od tego, czy te wzorce są dostarczane przez świadczeniodawców prywatnych, czy publicznych.
– Te wzorce są pochodną stylu zarządzania, managementu i tego, jak wygląda walka konkurencyjna o pacjenta. Struktura POZ w Polsce to jest struktura bardzo otwarta, z wyjątkowo niskim progiem wejścia. POZ można założyć w trybie pozakonkursowym na zgłoszenie w dowolnym momencie. Jako CMP przygotowaliśmy raport dotyczący tego, jak pacjenci postrzegają POZ. Wynika z niego, że pacjenci oczekują przede wszystkim wysokiej dostępności i dobrej organizacji pracy. Ta jakość musi dotyczyć całej ścieżki pacjenta — od momentu poszukiwania informacji w internecie, poprzez rejestrację, przyjście do przychodni i przejście obok recepcji, czy to będąc obsłużonym, czy to z możliwością pominięcia w ogóle recepcji dzięki elektronicznym rozwiązaniom, poprzez wizytę lekarską, która musi być na odpowiednim poziomie jakości zarówno medycznej, klinicznej, jak i na poziomie jakości usługowej. Oczywiście, wyjście z gabinetu lekarskiego to nie jest koniec wizyty, ale potem następuje kontynuacja opieki. POZ w tym ujęciu powinien być nie tyle bramą do całego systemu, tylko raczej jego przedsionkiem – mówił Paweł Walicki.
Wspomniał o odwróconej piramidzie świadczeń, o tym, że do szpitala pacjent powinien trafiać wtedy, kiedy tego rzeczywiście wymaga, a dzisiaj bardzo często trafia tam, bo tak jest szybciej, krócej i prościej, oraz o pewnej deprecjacji całego POZ i podejścia, zgodnie z którym lekarz rodzinny jedynie wystawia skierowania i recepty, odsyłając pacjentów do specjalisty, mimo że sam też jest specjalistą.

– Jest to mechanizm bardzo drogi. Zatrzymaniu pacjenta w POZ jak najdłużej, w pełnej racjonalności diagnostyczno-medycznej, służy opieka koordynowana i powinna ona być dalej rozwijana. Cały system POZ powinien opierać się na założeniu, że lekarz zna pacjenta i prowadzi go wraz całym zespołem – pielęgniarką, położną, dietetykiem, koordynatorem, przez cały system i przez całe życie – dodał.
Mówił o tym, że pacjenci oczekują także cyfryzacji i podejścia jak do klienta, które często oferują firmy prywatne.
– Większość POZ jest w prywatnych rękach, więc system oczywiście może brać te wzorce, które są na rynku dostępne, które są najlepsze. Jednak firma firmie nierówna. Są firmy publiczne czy SPZOZ, które funkcjonują bardzo dobrze, są też firmy prywatne, które funkcjonują fatalnie. Więc mamy POZ w kilku prędkości w Polsce i należy wykorzystywać po prostu te jak najlepsze wzorce – podsumował Paweł Walicki.
Lepiej lepszy szpital dalej niż zły bliżej
Konrad Madejczyk z Biura Rzecznika Praw Pacjenta mówił o zgłoszeniach, które docierają do tej instytucji.
– Wśród 71 tysięcy zgłoszeń ponad 40 tysięcy dotyczy jakości świadczeń, tego że wizyty u lekarza trwają zbyt krótko oraz że trzeba na nie długo czekać. Trudno wyjaśnić pacjentom, że lepiej mieć lepszy szpital dalej, niż gorszy blisko, wymaga to z ich strony zmiany podejścia. Poza tym pacjent nie może wybierać sobie świadczeń, gdyż nie zdaje sobie sprawy, jaki jest ich koszt, a wysokospecjalistyczne procedury, których często żąda, nie są zawsze konieczne- mówił.
Jakub Szulc dodał także, że korzystanie ze szpitala, który wykonuje mało procedur to nie tylko kwestia jakości świadczeń, ale i bezpieczeństwa pacjenta.
– Szpital, w którym rodzi się 100-200 dzieci w roku, nie jest dobrym miejsce do rodzenia. Na szczęście od 2022 roku obserwujemy większą skłonność pacjentów do tego, aby szukać najlepszego oddziału szpitalnego, a nie najbliższego. To jest dobra droga – podsumował.
XXXV Forum Ekonomiczne miało miejsce od 8 do 10 września 2026 w Karpaczu.
Publiczny i prywatny sektor ochrony zdrowia – jeden system czy dwa światy?
